Wkręceni 2
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12

Dziewczyna z misją - rozmowa z Julią Kamińską

Jeszcze kilka miesięcy temu miała niewiele pracy, ale karta się odwróciła. Dostała role w komedii „Wkręceni” (w kinach od 10 stycznia), musicalu „Zorro” i w „Na dobre i na złe”. W serialu TVP 2 gra Zuzę, lekarkę i miłośniczkę mocnych wrażeń. Jej bohaterka będzie miała romans z Przemkiem, który w końcu dowie się od Oli, że zostanie ojcem...

- Niedawno obchodziłaś urodziny. Czego sobie życzysz z okazji swojego święta?

- Standardowo, jak każdy, chciałabym wyjechać na wakacje. Życzę sobie również jak najwięcej zróżnicowanych ról. Im bardziej interesujące, tym lepiej.

- Wakacje są realne, czy na razie wyłącznie w sferze marzeń?

- Realne, wyjeżdżam na święta i Sylwestra. To jedyny moment, w którym mogę sobie na to pozwolić, bo cały czas pracuję. Trudno mi znaleźć tydzień, żeby gdzieś pojechać, a w tym przypadku mam wolne kilkanaście dni! Niewiele brakowało, a nie byłoby o czym mówić, ponieważ miałam grać ostatniego dnia roku spektakl „Dwie połówki pomarańczy”. Ostatecznie okazało się, że się nie odbędzie, a ja uznałam, że widocznie tak miało być i skorzystałam z okazji. Jeszcze nie zdecydowałam, gdzie pojadę, ale na pewno będzie bardzo ciepło.

- Życzysz sobie jak najwięcej ciekawych ról, ale ostatnio nie możesz narzekać na brak wrażeń zawodowych.

- Faktycznie, dużo się dzieje. Dziewiątego listopada w warszawskim Teatrze Komedia odbyła się premiera musicalu „Zorro”, w którym występuję. Wcześniej nie miałam okazji zagrać roli, która wymagałaby ode mnie jednocześnie śpiewania i tańczenia, do tego na deskach teatru. Bardzo się cieszę, bo praca nad tym spektaklem była niesamowitą przygodą. Poświęciłam tej roli dużo czasu i uwagi, dałam z siebie wszystko i wydaje mi się, że wyszło dobrze.

- Czy w ramach pracy nad rolą miałaś zajęcia wokalne?

- Tak, ale mimo to bardzo bałam się przed premierą, bo zawsze miałam problem ze śpiewaniem publicznie. Nie czułam się w takich sytuacjach komfortowo. Nigdy nie uczyłam się śpiewać na poważnie, byłam tylko na kilku lekcjach. Dopiero teraz odbyłam intensywny trening wokalny i w końcu mogłam się przełamać. Wyszłam na scenę i pokonałam stres!

- W „Na dobre i na złe” też masz ciekawą rolę. Zuza to bardzo charakterystyczna postać.

- Takiej postaci jeszcze nie grałam. Lekarka-żołnierz z silnym charakterem, która chce pomagać ludziom podczas misji w krajach Trzeciego Świata, gdzie rozgrywają się konflikty zbrojne. Ona uwielbia adrenalinę - czuje się świetnie, gdy amputuje nogi, zszywa wnętrzności, walcząc o czyjeś życie w spartańskich warunkach. Takie wyzwania dodają jej skrzydeł. Doskonale czuje się też na motocyklu crossowym.

- Jeździłaś na planie motocyklem?

- Ponieważ nie mam prawa jazdy uprawniającego do prowadzenia motocykli i nigdy nimi nie jeździłam, trudno było mi grać osobę, która pasjonuje się tym całe życie. Mimo że tylko wsiadałam i zsiadałam z motocykla, udało mi się nawet raz przewrócić. Nic mi się nie stało, w ostatniej chwili zeskoczyłam, ale strachu się najadłam. Od tej pory scenarzyści zaczęli pisać sceny tak, że jeździmy tylko razem z Przemkiem (Marcin Rogacewicz - przyp. aut.). Jestem im za to wdzięczna.

- Zuza poznała się z Przemkiem podczas szkolenia przed wyjazdem na misję. Co wydarzy się później, oprócz tego, że będą razem jeździli motocyklem?

- Przypadną sobie do gustu, będą mieli romans. Duża część znajomych Przemka nie zaakceptuje Zuzy, ale on zaangażuje się w tę relację, a to dla mojej bohaterki najważniejsze. Nie będzie lubiana między innymi dlatego, że spróbuje zawłaszczyć Przemka, całkowicie go sobie podporządkować. To zaborcza, ostra, wyzwolona i pewna siebie kobieta. Przynajmniej takie będzie sprawiać wrażenie na początku. Z czasem okaże się, że ma słabsze strony, że jest delikatna i wrażliwa, co skutecznie maskuje swoim zachowaniem i ubiorem. Dobrze nam się gra z Marcinem Rogacewiczem dwójkę dziwacznych ludzi, których połączyło uczucie.

- Spotkali się w złym momencie. Przemek niedługo zostanie ojcem.

- Ani Zuza, ani Przemek na początku swojej znajomości nie będą zdawali sobie z tego sprawy. Dowiedzą się o tym po jakimiś czasie w bardzo niewygodnym momencie. Scenarzyści dobrze wymyślili ten wątek; naciągnęli strunę do samego końca, emocje sięgną zenitu. Zuza będzie przeżywać trudne chwili, bo odwrócą się role. Nagle Ola (Anna Karczmarczyk - przyp. aut.) stanie się najważniejsza, a ona spadnie na drugi, a może nawet trzeci plan. Każdej kobiecie trudno byłoby się z tym pogodzić.

- Czy mimo to Zuza i Przemek wyjadą na misję?

- Gdy Przemek dowie się, że zostanie ojcem, odsunie się od Zuzy, ale to nie znaczy, że nie wiąże z nią przyszłości. Moja bohaterka ma nadzieję na szczęśliwe dla siebie zakończenie, bo chyba naprawdę się zakochała. Nie chcę zdradzać widzom, czy i kto wyjedzie na misję do Afryki. Mogę tylko wyjawić, że w wątku mojej bohaterki istotną rolę odegra Witek Latoszek, którego gra Bartek Opania.

- Spotkaliście się na planie komedii „Wkręceni”?

- Nie mieliśmy razem scen, a szkoda, bo dobrze nam się pracuje. We „Wkręconych” gram pokojówkę mówiącą po niemiecku, to epizodyczna rola, spędziłam na planie jeden dzień. Grałam między innymi z Piotrkiem Adamczykiem, filmowym Francesco. Było naprawdę zabawnie.

- Producenci nie mogli wybrać do tej roli innej aktorki. Dwa lata temu obroniłaś pracę licencjacką z germanistyki, świetnie znasz język niemiecki.

- Cieszę się, że znowu mogłam zagrać po niemiecku. Kiedyś miałam już okazję mówić w tym języku na planie serialu „Brzydula”. Marzyła o tym moja kochana babcia Ewa, więc zwróciłam się z prośbą do scenarzystów, by specjalnie dla niej stworzyli taki wątek. Zgodzili się, a babcia była wniebowzięta. Mam nadzieję, że tym razem też się ucieszy. „Wkręceni” trafią do kin dziesiątego stycznia przyszłego roku.

- Uczyłaś Piotra Adamczyka wymowy?

- Na planie był specjalista od niemieckiego, ale Piotr czasami mnie podpytywał. Niestety z moją znajomością tego języka jest coraz gorzej, dużo zapomniałam. Kupiłam nawet książki po niemiecku, żeby sobie coś przypomnieć, ale nie miałam czasu do nich zajrzeć.

- Co dalej? Jakie masz plany zawodowe?

- W przyszłym roku cały czas będę występować w spektaklach „Zorro”, Ostra jazda” i „Dwie połówki pomarańczy” oraz grać w „Na dobre i na złe”. Muszę także doprowadzić do końca mój autorski projekt. Stwierdziłam, że chcę sprawdzić się w innej dziedzinie i wyprodukowałam pilotażowy odcinek serialu młodzieżowego „Kapitan plandeka”.

- Brzmi intrygująco.

- To eksperyment - surrealistyczna komedia o superbohaterze, który chce pomagać ludziom, ale ma z tym trudności, ponieważ od ramion po kolana jest obwinięty plandeką (śmiech). Realizowałam ten projekt z grupą znajomych ze szkół filmowych. Mieliśmy trzy dni zdjęciowe w wakacje, zobaczymy, co z tego wyjdzie. Może zaproponuję „Kapitana plandekę” telewizjom młodzieżowym, a jeśli nikt nie będzie nim zainteresowany, udostępnię film w internecie. Nie robię sobie dużych nadziei, traktuję to jako kolejne doświadczenie. Byłam producentem, pisałam scenariusz i reżyserowałam. Jak się okazało, wzięłam sobie trochę za dużo na głowę. W związku z ograniczeniami finansowymi montażystka charakteryzowała aktorów, a ja ich ubierałam (śmiech).

- Gdy rozmawialiśmy kilka lat temu, mówiłaś, jak wyobrażasz sobie swoją przyszłość zawodową. Realizujesz swój plan punkt po punkcie. Świetnie ci idzie!

- Mam dużo szczęścia. Teraz jest dobrze, ale gdybyśmy rozmawiali kilka miesięcy temu, zastałbyś mnie w innym położeniu, nie byłoby tak miło. Robiłam niewiele i nie spełniałam się w pracy, ale to taki zawód. Ostatnio ktoś mi powiedział, że aktor jest nieszczęśliwy z dwóch powodów - gdy gra i gdy nie gra. Trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić (śmiech).

Rozmawiał: Kuba Zajkowski

Dystrybutor:

Sponsorzy:
Mini - Sponsor
Avis - Sponsor