• 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8

Dolores, czyli Czesława - rozmowa z Martą Żmudą Trzebiatowską

Ma przeczucie, że to będzie dla niej ważny rok. 16 stycznia do kin trafi komedia „Wkręceni 2” - pierwszy film z jej udziałem od niemal trzech lat. Czeka ją debiut w Bollywood oraz praca na planie, dzięki której pokaże się z zupełnie innej strony. Zamierza także polecieć do Nowego Jorku do szkoły aktorskiej.

- Komedia „Wkręceni 2” to pierwszy film kinowy z twoim udziałem od niemal trzech lat, długo unikałaś także telewizji. Zaplanowałaś tę przerwę? Chciałaś odpocząć?

- Prasa kolorowa, chyba tęskniąc za mną, szukała sensacji. Pojawiały się artykuły, że jestem bezrobotna i żyje dzięki pożyczkom, dziennikarze i redaktorzy martwili się o moją karierę. Dziękuję za troskę, ale nie próżnowałam. Doszłam do wniosku, że warto skupić się na teatrze, skoro dostałam taką szansę od Andrzeja Nejmana (dyrektor warszawskiego Teatru Kwadrat - przyp. aut.). Gdy nie pracowałam na planach filmów i seriali, odbyły się premiery dwóch spektakli z moim udziałem, w kolejnym zrobiłam zastępstwo w roli głównej. Miałam próby w ciągu dnia, codziennie wieczorem wychodziłam na scenę, jeździłam z zespołem Teatru Kwadrat po Polsce i świecie. To był intensywny czas. Mój telefon nie przestał dzwonić, ale postanowiłam na chwilę zwolnić, spojrzeć na siebie, role i wybory, których dokonywałam. Zastanawiałam się, co zrobiłam dobrze, a co źle. Zbiegło się to ze zmianami w moim życiu osobistym. Nie potrzebowałam szumu, błysku fleszy, ciągłego deptania po piętach. Chciałam się wyciszyć, złapać oddech, pomyśleć. Cieszę się, że mogłam sobie pozwolić na taki czas.

- Aż w końcu zadzwonił Piotr Wereśniak...

- Akurat trafił na moment, gdy byłam gotowa na powrót. Stęskniłam się za planem, adrenaliną, którą wyzwala praca nad filmem czy serialem. Piotrek to mój filmowy ojciec chrzestny, debiutowałam w komedii „Nie kłam, kochanie” w jego reżyserii. Minęło siedem lat, a doskonale pamiętam jak oglądałam sceny z moim udziałem i byłam z siebie niezadowolona. Piotrek, który stał z boku, powiedział: zobaczysz, że ten film przyniesie ci dużo szczęścia. Wtedy w to nie wierzyłam, a dzisiaj się z nim zgadzam. Wciąż słyszę miłe komentarze związane z tą rolą, ludzie o niej pamiętają, mówią, że najbardziej im się w tym filmie podobałam. Potem pracowaliśmy na planie „Och, Karol 2”. Bardzo dobrze wspominam ten film, gdy jest emitowany w telewizji, zawsze chętnie go oglądam. Liczę się ze zdaniem Piotrka i mu ufam. Na planach jego filmów czuję się bezpiecznie, w pełni akceptowana. Nie tracę energii na walkę z reżyserem, która mnie dużo kosztuje.

- Kogo grasz we „Wkręconych 2”?

- Piotrek Wereśniak scharakteryzował moją bohaterkę hasłem: po pierwsze nie ogarnia, po drugie - wszystko jej się podoba (śmiech). Dolores Medeiros, czyli Czesława Zmrażdżycka, za wszelką cenę chce się dostać do świata show-biznesu. To charakterystyczna, niejednoznaczna postać, która idealnie pasuje do współczesnego tabloidowego świata. Jest frywolna, gotowa na wszystko i odważna. Uwielbia ścianki, błysk fleszy, chce zaistnieć, zostać celebrytką. Z pozoru to naiwne dziewczątko, ale wcale nie jest taka słodka i głupia, na jaką wygląda... Działa z wyrachowaniem, ma plan - chce sławy i pieniędzy.

- Komu możesz polecić „Wkręconych 2”?

- To film dla wszystkich, którzy lubią się śmiać, a śmiać się lubi chyba każdy. Dla tych, którzy potrzebują odrobiny wytchnienia po ciężkim dniu pracy. „Wkręceni 2” trafiają do kin zimą, gdy za oknami szaro i smutno - jestem przekonana, że słoneczna, kolorowa Warszawa z sierpnia i września, która jest tłem naszej opowieści, bardzo pozytywnie naładuje widzów. To komedia o nieoczekiwanej zamianie miejsc, pragnieniach i rozterkach życiowych. Pokazujemy aktorski świat w krzywym zwierciadle, wyolbrzymiony. Wszystko jest za duże, za piękne, tylko mechanizmy są podobne, choćby to jak rozprzestrzenia się plotka, z czym wiąże się rozpoznawalność i co się za tym kryje. Z tego filmu płynie morał, że popularność wcale nie jest taka fajna, jak się może wydawać.

Myślę, że są dziewczyny podobne do Dolores, które marzą o sławie. Wyobrażają sobie, że show-biznes to świat, gdzie chodzi się w ładnych sukienkach, z efektownym makijażem, a wszystko jest podane na złotej tacy. Nie zdają sobie sprawy, że taki piękny obrazek to efekt końcowy poprzedzony ciężką pracą i żelazną konsekwencją.

- W drugiej połowie roku znowu zawitasz na ekrany kin. Widzowie zobaczą cię w... bollywoodzkiej komedii sensacyjnej „Bangistan”!

- Zagrałam w tym filmie rolę epizodyczną, spędziłam na planie zaledwie dwa dni. To było inspirujące, egzotyczne spotkanie, zupełnie inny rodzaj pracy. Hindusi nie podnoszą głosu, podczas zdjęć jest spokojniej, niż w przypadku polskich produkcji. To wynika chyba z różnic kulturowych. Oni, słuchając Polaków rozmawiających na ulicy, odnosili wrażenie, że cały czas na siebie krzyczymy. Mam nadzieję, że to nie jest jednorazowa przygoda. Film trafi do kin w Indiach w kwietniu, a w Polsce będzie go można obejrzeć jesienią.

- Co jeszcze czeka cię w tym roku?

- Mam przeczucie, że to będzie dla mnie ważny rok. Oprócz premier dwóch filmów, będę pracowała na kilku planach. Zagram nową postać w „Przyjaciółkach”, która trochę namiesza w piątym sezonie serialu. Pojawię się w wątku z Magdą Stużyńską (Anna - przyp. aut.) i Bartkiem Kasprzykowskim (Paweł - przyp. aut.). Wiosną czekają mnie zdjęcia do filmu fabularnego. Wreszcie pokażę się z innej strony, na co bardzo liczyłam. Dojrzewam, zmieniam się - przyszedł czas na nowe wyzwania. Gram w teatrze o profilu komediowym, grałam w wielu komediach kinowych i nie zamierzam z tego gatunku rezygnować, ale potrzebuję także ról, poprzez które będę mogła powiedzieć o czymś ważnym.

- Czy możesz zdradzić jakieś szczegóły? O jakie filmy chodzi, kogo zagrasz?

- Na razie nie mogę nic więcej powiedzieć. Mam jeszcze inne plany. W tym roku chcę polecieć na kilka miesięcy do Nowego Jorku do szkoły aktorskiej Lee Strasberga. Mam nadzieję, że będę mogła sobie na taki wyjazd pozwolić. Myślę o nim od kilku lat. To trochę takie moje niespełnione marzenie. Gdy pracowałam w Los Angeles na planie filmu „Gry małżeńskie”, wiele osób namawiało mnie, żebym poszła za ciosem, została na kilka miesięcy i zapisała się do szkoły. Nie zdecydowałam się na to, miałam inne priorytety.

- Zamierzasz doskonalić warsztat aktorski w Stanach Zjednoczonych, bo chcesz rozwijać swoją karierę za granicą?

- Nie mam ambicji, żeby tam wyjechać i robić karierę. Chcę spróbować czegoś nowego, trochę się przewietrzyć, poznać ludzi. Wizyty w Ameryce dostarczają mi energii. Gdy stamtąd wracam, mam turobodoładowanie, czuję się rewelacyjnie. Może przez ludzi, którzy są bardzo otwarci i pozytywni? Odnajduję się tam, pozytywnie nastrajam. Tego potrzebuję. Choć i tak wychodzę z założenia, że co ma być, będzie.

Rozmawiał: Kuba Zajkowski

Telewizja Polska
Tele Tydzień
WP
Interfilm - Dystrybucja